Papież Leon XIV robi Francuzom (i Europejczykom) rekolekcje o Robercie Schumanie. Komentarz ekspertki Fundacji

Kategorie:

Rozentuzjazmowane tłumy wiernych, transmisja pielgrzymki non-stop na publicznym kanale informacyjnym, prezydent z uśmiechem ściskający ręce biskupów i uznający chrześcijańskie korzenie Europy. Czy to na pewno laicka Francja? Od 25 do 28 września amerykański papież Leon XIV przebywał z wizytą we Francji, w trakcie której złożył hołd Robertowi Schumanowi, ojcowi założycielowi zjednoczonej Europy. Ale po jego wizycie Francja wróciła do swojego piekiełka – społecznych protestów i politycznych zwrotów w walce o prezydenturę. Polecamy komentarz naszej ekspertki, Joanny Różyckiej-Thiriet.

Robert Schuman, francuski minister spraw zagranicznych w latach 1948-1952, pochodzenia lotaryńsko-luksemburskiego, jest kandydatem do beatyfikacji. Kiedyś być może będziemy go nazywać błogosławionym, a nawet świętym, a już teraz nazywamy go „ojcem Europy”, bo jak mało kto przyczynił się do pojednania Francji i Niemiec po II wojnie światowej i powstania Unii Europejskiej. Odwiedziwszy Paryż i Lourdes Leon XIV zdecydował, że pojedzie do Metz, na ziemie Roberta Schumana. Z wielu zaproponowanych miast papież miał właśnie wybrać to, ze względu jego europejski wymiar. Bo obecny amerykański szef Watykanu stawia na Europę i multilateralizm, nie to co jego odpowiednik z Białego Domu.    

Co ciekawe, jadąc do położonego w Lotaryngii miasta Metz papież wyjechał z laickiej Francji i wjechał na terytoria, gdzie wciąż obowiązuje zawarty przez Napoleona konkordat z 1801 roku. Albowiem kiedy w 1905 roku Francja rozdzielała państwo od kościoła, ziemie te były w Cesarstwie Niemieckim, podobnie jak Alzacja. Kiedy wróciły do Francji po I wojnie światowej, zachowały konkordat. 

28 września papież przemawiał w Centrum Kongresowym im. Roberta Schumana w Metz przed biskupami Europy, ale także prezydentem Francji, Księciem Monako i Wielkim Księciem Luksemburga. Emmanuel Macron zaprosił na to spotkanie wszystkich przywódców UE, ale nie byli zainteresowani. 

„To w tym regionie czerpał inspiracje, by przyczynić się do kształtowania Europy dzisiejszej i jutrzejszej (…). To był jednocześnie punkt wyjścia i dojścia jego zaangażowania na rzecz pojednania i jedności kontynentu europejskiego, które naznaczyło całe jego życie”- powiedział papież o Schumanie, którego często określamy mianem człowieka pogranicza (francusko-niemieckiego, deptanego kolejnymi wojnami). 

„Robert Schuman, który doświadczył nieustannie zmieniających się granic, przyczynił się do stworzenia podstaw Europy świadomej pilnej potrzeby zburzenia murów, które ją dzieliły. Jego chrześcijańskie wychowanie zaszczepiło w nim wartość równości, bez względu na rasę czy klasę społeczną, oraz nauczyło go szacunku dla pracy. Seria różnych suwerenności narodowych [Schuman raz był obywatelem niemieckim, raz francuskim] uświadomiła mu znaczenie prawa międzynarodowego i wartość danego słowa. Dorastając w środowisku, w którym wydawały się dominować duma i duch zemsty, Schuman zaangażował się na rzecz pokoju i braterstwa między narodami, które po długich konfliktach w końcu uznały, że potrzebują siebie nawzajem” – kontynuował papież. 

Czego możemy się nauczyć od Schuman dzisiaj? Zdaniem papieża wielu rzeczy, od pragnienia pokoju poczynając. „I dziś, podobnie jak w 1950 roku, słowa zawarte w deklaracji Schumana pozostają aktualne: „Wkład, jaki zorganizowana i żyjąca Europa może wnieść w cywilizację, jest niezbędny dla utrzymania pokojowych stosunków”. Leon XIV za aktualne uznał także słowa o potrzebie wysiłków na rzecz światowego pokoju na miarę grożących mu niebezpieczeństw. Jego zdaniem rozwiązaniem nie jest jednak zwiększanie wydatków wojskowych. Przypomnijmy, że siedzący obok niego prezydent Emmanuel Macron zwiększył je za swoich rządów niemal dwukrotnie. Tak więc w tym miejscu swojego wystąpienia papież zderzył się z polityką wielu europejskich państw. Jak wyjaśniał Leon XIV, „Europa zdaniem Schumana jest kontynentem, gdzie preferuje się raczej dialog niż konfrontację zbrojną; gdzie uwspólniamy zasoby”, tak aby wojna była nie do pomyślenia. Papież podkreślił również, że prawo międzynarodowe i multilateralizm to „najlepsze antidotum na wolę dominacji, która leży u genezy każdego konfliktu”. 

Ojciec Święty stwierdził: „Obecnie relacje międzyludzkie, a także stosunki międzypaństwowe, stają się coraz bardziej barbarzyńskie. Nie szanuje się wartości danego słowa; zamiast tego chwali się kłamstwem i oszustwem”. Po francusku to ostatnie słowo – „tromperie”, brzmi jak nawiązanie do nazwiska Donalda Trumpa. I dalej „Europa może położyć kres tej spirali dzięki szacunkowi dla innych, który udało jej się pielęgnować i zachować, ponieważ w ciągu ostatnich osiemdziesięciu lat wielokrotnie udowodniła, że możliwe jest dochodzenie rozbieżnych opinii, postulatów i interesów poprzez dialog, a nie konfrontację”. 

Deklaracja Schuman to również apel o wytrwałość – jak napisano w tym dokumencie, Europa nie powstanie od razu, w całości, ale poprzez rzeczywistą solidarność. „Współczesne przekonanie, że „trzeba mieć wszystko i to od razu”, nie wpisuje się w europejską historię i kulturę, które wręcz przeciwnie – uczą wartości czasu i cierpliwości” – zauważył papież. 

Leon XIV zwrócił się również do młodych słowami Schumana: „Niech ta idea pojednanej, zjednoczonej i silnej Europy stanie się odtąd hasłem przewodnim dla młodych pokoleń, pragnących służyć ludzkości wreszcie uwolnionej od nienawiści i strachu, która po zbyt długich rozłamach na nowo odkrywa chrześcijańskie braterstwo”.  

Papież co prawda nie przykląkł na grobie Roberta Schumana w pobliskim Scy-Chazelles, ale w katedrze w Metz zrobił sobie fotkę z ponad 90-letnią byłą sekretarką Schumana, która nota bene jest matką jednego z francuskich biskupów. 

Z poczucia wspólnoty, o której wspominali zapytani przypadkowo uczestnicy papieskich uroczystości, zostały we Francji już tylko zgliszcza. Władze spodziewały się różnych protestów – rolników, rybaków czy oburzonych cenami benzyny kierowców. Tymczasem jeszcze w trakcie papieskiej wizyty rozpoczęły się protesty licealistów, najpierw stołecznym regionie Île-de-France. Młodzież protestuje np. przeciwko złemu stanowi budynków szkolnych czy brakowi nauczycieli. Protestom zaczęły jednak towarzyszyć akty przemocy – ze strony policji (jak twierdzi młodzież) i ze strony młodych wobec sił porządku i mienia publicznego. Nie zawsze wiadomo już, na ile sprawcami są faktyczni uczniowie danej szkoły, a na ile wandale, którzy podłączają się pod różne wydarzenia we Francji (patrz nasz wcześniejszy artykuł). Tylko 1 października zraniono ponad 300 przedstawicieli służb porządkowych – np. w Belfort grupa młodzieży najpierw goniła policjanta, potem skopała go na ziemi. Ranni są też niektórzy dyrektorzy szkół. Premier stwierdził, podobno opierając się na informacjach służb, że za tym co się dzieje stoi skrajnie lewicowa partia Francja Niepokorna (LFI) i jej poplecznicy. Nawet jeśli LFI nie stoi za protestami, to patrzy na nie z sympatią. 

A na skrajnej prawicy też jest ciekawie – dziennikarze śledczy dokopali się do antysemickich wypowiedzi przewodniczącego Zjednoczenia Narodowego Jordana Bardelli, z czasów kiedy jeszcze był nastolatkiem. To może być przeszkoda na drodze Marine Le Pen do prezydentury, a on sam może stracić szanse na fotel premiera. Mimo mocnych dowodów Bardella na razie wszystkiemu zaprzecza, a Marine Le Pen na razie deklaruje, że mu wierzy. 

Joanna Różycka-Thiriet

Ekspertka Fundacji Schumana

***

Zdjęcie: Laure Boyer / Hans Lucas Agency / Forum

Accessibility