Francja w pierwszej połowie lipca 2026 roku: kolejne fale upałów, pożary, wysychająca Loara zajmująca połowę swojego niegdysiejszego koryta, koniec nadziei na kolejne mistrzostwo świata w piłce nożnej, ostatni 14 lipca Emmanuela Macrona. I Marine Le Pen, która startuje z kampanią przed wyborami prezydenckimi. Polecamy komentarz naszej ekspertki, Joanny Różyckiej-Thiriet.
Wolisz odsłuchać ten tekst? Wersja czytana przez autorkę jest dostępna tutaj →
14 lipca Emmanuel Macron odebrał na Polach Elizejskich swoją ostatnią defiladę wojskową z okazji święta narodowego. Defilada była wyjątkowo okazała. Wzięło w niej udział ponad 6 600 osób, 98 statków powietrznych, 315 pojazdów oraz 193 konie Gwardii Republikańskiej. Żołnierze z terytoriów zamorskich zatańczyli pod Łukiem Triumfalnym hakę przed obliczem szefa sztabu armii lądowej i obdarowali go tradycyjnymi naszyjnikami.
Hasłem tego wydarzenia była „Strategiczna pobudka Europy”. Był to pokaz francuskich sił zbrojnych. Za prezydentury Macrona budżet na obronę uległ zresztą niemal podwojeniu z 32,7 mld euro w 2017 roku do ponad 57 mld euro w tym roku (nie licząc wynagrodzeń). Tegoroczny 14 lipca był też pokazem jedności koalicji chętnych – państw wspierających Ukrainę, które dzień wcześniej obradowały w Paryżu. W defiladzie wzięli udział żołnierze z 35 państw koalicji, w tym m.in. 2 samoloty F-16 z Polski. Na trybunie honorowej w kolorach francuskiej flagi Macron siedział otoczony przywódcami, z którymi często zna się nie od dziś (obecny był m.in. prezydent Ukrainy wraz z małżonką, których powitano brawami). Obecny był także premier Donald Tusk. A kto za rok zajmie miejsce Emmanuela Macrona?
I tu dochodzimy do Marine Le Pen, liderki skrajnie prawicowego Zjednoczenia Narodowego (RN). 7 lipca zapadł długo oczekiwany wyrok wobec tej polityczki w II instancji. Dosyć niespodziewanie sąd umożliwił jej start w wyborach prezydenckich, które (jak już wiadomo) odbędą się 18 kwietnia i 2 maja przyszłego roku. Po procesie w I instancji w sprawie tzw. asystentów parlamentarnych (więcej o tej sprawie możecie przeczytać tutaj) Marine Le Pen miała bowiem 5-letni zakaz ubiegania się o wybieralne stanowiska.
W II instancji Le Pen została ponownie uznana winną sprzeniewierzenia publicznych pieniędzy (pieniędzy Parlamentu Europejskiego). Sąd dodał nawet, że chodzi o „szczególnie poważne czyny”, ale wymierzył łagodniejszą karę niż sąd I instancji. Le Pen została skazana na 45 miesięcy pozbawienia biernego prawa wyborczego, z czego 30 miesięcy w zawieszeniu. Pozostałe 15 miesięcy „niewybieralności” („inéligibilité”) już upłynęło, dzięki temu, że sąd w I instancji orzekł natychmiastowe rozpoczęcie wykonywania tej kary. Ponadto Le Pen została skazana na 3 lata więzienia (2 w zawiasach i rok z bransoletką na nodze) oraz 100 000 euro grzywny. W związku z takim wyrokiem jeszcze przez kilka godzin trwały medialne spekulacje, czy polityczka faktycznie wystartuje – zapowiedziała wcześniej, że nie będzie prowadzić kampanii z bransoletką ograniczającą swobodę działania w kampanii.
Wszelkie wątpliwości sama zainteresowana rozwiała wieczorem 7 lipca. W wywiadzie dla telewizji TF1 oznajmiła: „dziś wieczorem jestem kandydatką w wyborach prezydenckich”. Jej zdaniem ona i jej partia są niewinni. Powiedziała, że RN oferuje Francji duet – ona na prezydenta a Jordan Bardella (szef partii) na premiera.
Le Pen zapowiedziała również złożenie wniosku o kasację wyroku. Tym samym upiecze dwie pieczenie przy jednym ogniu – do ostatecznego rozstrzygnięcia sprawy wyrok nie będzie wykonywany, a więc nie będzie prowadzić kampanii wyborczej w policyjnej bransoletce na nodze i mieć ograniczonej swobody przemieszczania. Jednocześnie może w dalszym ciągu mówić, że jest niewinna, bo skoro procedury trwają – należy domniemywać jej niewinność. Sąd Kasacyjny zapowiedział, że wyda wyrok przed wyborami. Tym razem RN i jego liderka nie chcą się jednak spieszyć. Potwierdzenie winny kandydatki na kilka dni przed wyborami, ani dowód na to, że jest traktowana w uprzywilejowany sposób (jej sprawy są rozstrzygane szybciej niż innych) nie są Zjednoczeniu Narodowemu do niczego potrzebne.
W ciągu niecałych 24 godzin od wydania wyroku w II instancji Le Pen nie tylko ogłosiła start w wyborach, ale także uruchomiła stronę internetową https://marinelepen.com/ (co ciekawe do treści na tej stronie można przejść tylko po wciśnięciu przycisku „popieram”), wypuściła pierwszą ulotkę wyborczą, a także spotkała się 8 lipca z wyborcami.
Ulotka okazała się zresztą kontrowersyjna. Ukazuje Marine Le Pen z rozłożonymi ramionami, w pozie statuy Jezusa z Rio de Janeiro. Zawiera też hasło: „Pour la France” – „Dla Francji”. Oraz dopisek „La Renaissance” – „Odrodzenie”, co nawiązuje do sytuacji samej kandydatki po ostatniej decyzji sądu. Ale tak się składa, że Renaissance to nazwa innego francuskiego ugrupowania, do niedawna partii prezydenta Macrona. Dziś jej lider, były premier Gabriel Attal sam startuje na prezydenta i oskarżył RN o „podrabianie marki”. Pierwsze posiedzenie sądu w tej sprawie odbędzie się 27 lipca.
Według sondażu Elabe przeprowadzonego po 7 lipca Marine Le Pen może liczyć na najlepszy wynik w I turze wyborów prezydenckich: zamierza na nią zagłosować od 34 do 35,5% wyborców. Na dziś wygrywa również w II turze.
Joanna Różycka-Thiriet
Ekspertka Fundacji Schumana
