Kroniki Francuskie. Mimo rosnącego zagrożenia hybrydowego Francja wspiera Ukrainę. Ale jak długo jeszcze?

Kategorie:

Na kilka miesięcy przed wyborami prezydenckim francuscy obywatele mocno odczuwają w portfelach konsekwencje wojny na Bliskim Wschodzie. Tymczasem prezydent Macron informuje oraz ostrzega przed rosyjskim zagrożeniem hybrydowym, ale utrzymuje dotychczasową linię niezachwianego wsparcia dla Ukrainy. Jednak po dojściu do władzy skrajnej prawicy francuskie wsparcie dla Ukrainy może się znacznie skurczyć. Polecamy komentarz naszej ekspertki, Joanny Różyckiej-Thiriet.

18 września Emmanuel Macron przyjął w swojej siedzibie liderów partii obecnych w parlamencie i kandydatów na prezydenta, aby przestawić im konsekwencje aktualnych kryzysów międzynarodowych i zagrożenia z nimi związane. Co ciekawe dwójka kandydatów wysoko notowanych w prezydenckich sondażach – Marine Le Pen (skrajnie prawicowe Zjednoczenie Narodowe) i Jean-Luc Mélenchon (skrajnie lewicowa Francja Niepokorna) nie było obecnych.

We Francji panuje obecnie duże napięcie społeczne spowodowane wzrostem cen paliw. Ożyło wspomnienie masowych protestów tzw. Żółtych Kamizelek (Gilets jaunes) w 2018 roku, które protestowały m.in. przeciwko podwyższeniu podatku od benzyny. Dotychczas rząd nie wprowadził żadnych powszechnych ulg dla kierowców (jakie wprowadził np. polski rząd ograniczając ceny benzyny na stacjach), bo francuskiego budżetu na to nie stać. Na konferencji prasowej po zakończeniu spotkania z liderami politycznymi Marcon wskazał winnych kryzysu paliwowego: „Sytuacja ta wynika w całości z wojen i sytuacji międzynarodowej. (…) A w szczególności wynika to – ponieważ wojna na Ukrainie trwa już od czterech lat – z zamknięcia cieśniny Ormuz oraz z konsekwencji ataków przeprowadzonych przez Stany Zjednoczone i Izrael na Iran. Jak państwo wiecie, Francja nie zdecydowała się na tę wojnę. Nie brała w niej zresztą udziału. Jednak, podobnie jak wiele innych krajów, odczuwamy konsekwencje tego, co spowodowała”.

Macron ostrzegł też, że zmieniła się natura rosyjskiej agresji i zagrożenia dla Europy płynącego z Rosji. Francja szykuje się na kolejne ataki hybrydowe, ataki na infrastrukturę krytyczną, ataki dronów i cyberataki. Jednocześnie prezydent Francji zapewnił – „Nasze stanowisko jest jasne: wsparcie dla Ukrainy jest bardziej niż kiedykolwiek niezbędne, ponieważ stanowi warunek naszego bezpieczeństwa oraz powrotu do sprawiedliwego i trwałego pokoju”. Powiedział również: „Wypowiedzi premiera Donalda Tuska [ostrzegające przed rosyjskimi atakami hybrydowymi] są rzetelne i poparte faktami; jest to premier, który zawsze wykazywał się odpowiedzialnością, i uważam, że wyciąga on uzasadnione wnioski z wydarzeń ostatnich tygodni”. „Nie jesteśmy zastraszeni, ponieważ wiemy, że na Ukrainie rozgrywa się nasze dzisiejsze i jutrzejsze bezpieczeństwo”.

19 września przewodniczący Zjednoczenia Narodowego Jordan Bardella i Marine Le Pen, kandydatka partii w wyborach prezydenckich i prawdopodobna ich zwyciężczyni (tak na dziś wróżą sondaże), wydali stanowczy komunikat. „Kwestionowanie kierunków dyplomatycznych i strategicznych Francji ma w sposób uzasadniony swoje miejsce w demokratycznej debacie, tym bardziej w ramach wyborów prezydenckich. Musi ono móc dotyczyć w szczególności poziomu wsparcia finansowego przyznawanego Ukrainie i warunków tego wsparcia, podobnie jak niewystarczalności inicjatyw służących poszukiwaniu formatów rozmów dyplomatycznych, które mogą przyczynić się do rozwiązania konfliktu. Te dyskusje są uzasadnione. Naciski ze strony zagranicy – nie. Nie będziemy nigdy tolerować, by zagraniczne mocarstwo, w tym przypadku Rosja, mogła mieć nadzieję bezpośrednio lub pośrednio dyktować politykę naszego kraju poprzez zastraszanie, groźbę, destabilizację czy presję psychologiczną. (…) O polityce zagranicznej Francji decyduje się w Paryżu, w sposób suwerenny, jedynie w związku z interesami narodu. Nie będzie określana w Moskwie ani w innej zagranicznej stolicy”.

Zjednoczenie Narodowe wciąż podejrzewane jest o prorosyjskie ciągoty. Zważywszy na przeszłość ugrupowania i Marine Le Pen nie są to całkiem bezpodstawne obawy – polityczka w przeszłości wyrażała podziw dla Władimira Putina czy twierdziła, że aneksja Krymu nie była nielegalna. Teraz zdecydowanie zaprzecza uległości wobec Moskwy. Jednak mimo stanowczych słów przeciwko rosyjskiej ingerencji, wszystko wskazuje na to, że jeśli Marine Le Pen zostanie prezydentem kraju po wyborach w kwietniu i maju przyszłego roku, materialne wsparcie dla Ukrainy ze strony Francji zostanie znacznie okrojone. 16 września w długim wywiadzie dla telewizji LCI kandydatka oznajmiła, że utrzymanie wsparcia w tej skali nie jest możliwe, z racji na katastrofalną sytuację budżetową kraju: „To nie jest akt wrogości wobec Ukrainy. Możemy nadal szkolić ich żołnierzy, ich armie, możemy nadal dawać im sprzęt, by mogli się bronić. Ale finansowo nie możemy więcej. Nie możemy więcej”.

Na marginesie, Marine Le Pen i jej ugrupowanie oburza również wysokość francuskiego wkładu do budżetu Unii Europejskiej (Francja jest płatnikiem netto, ale dużo korzysta na wspólnej polityce rolnej). Zważywszy na to, że w Unii trwają właśnie negocjacje wieloletnich perspektyw finansowych na lata 2028-2034, zmiana w fotelu prezydenta V Republiki może mieć od razu duże konsekwencje dla UE.

Faktycznie sytuacja budżetowa Francji jest bardzo trudna. 17 września minister gospodarki Roland Lescure powiedział: „celujemy w deficyt budżetowy poniżej 5,5%. Robimy wszystko, żeby mieć 5,4%”. Projekt budżetu na 2027 rok, dopracowywany właśnie przez rząd, ma zakładać deficyt 5% PKB. Rząd pilnie poszukuje oszczędności. Tabu przestały być nawet oszczędności na emeryturach.

Dziura w krajowym budżecie to wygodny listek figowy dla Zjednoczenia Narodowego, które w słowach popiera Ukrainę, ale w praktyce niekoniecznie. Np. w lutym 2026 roku eurodeputowani tej partii zagłosowali przeciwko 90 mld euro pożyczki dla Ukrainy, bez której kraj nie miałby za co funkcjonować i prowadzić wojny. A 16 września br. byli przeciw rezolucji Parlamentu Europejskiego w sprawie wojny hybrydowej, w której wprost wskazano, że „Rosja, działając bezpośrednio lub za pośrednictwem wielu popleczników takich jak Białoruś, jest najpoważniejszym podmiotem państwowym stwarzającym zagrożenie hybrydowe oraz atakującym UE i jej państwa członkowskie”.

W trakcie powyższego wywiadu dla LCI polityczka przypomniała też, że opowiada się za konferencją pokojową w sprawie Ukrainy (z polskim udziałem), a Francja (podążając za swoją tradycją równej odległości od mocarstw) powinna stworzyć warunki do negocjacji. Nie wiadomo, co miałaby dać taka konferencja pokojowa. Może Marine Le Pen, która nigdy nie piastowała wysokich państwowych stanowisk, a z Putinem miała kontakty na przyjacielskiej stopie, jeszcze zachowała resztki prorosyjskich sympatii i łudzi się, że pokój da się załatwić niskim kosztem kawy i ciasteczek na konferencji pokojowej, bez niepokojenia obywateli i większego zaangażowania. Może ma nadzieję, że to właśnie jej uda się zakończyć konflikt, którego innym zakończyć się nie udało.

Joanna Różycka-Thiriet

Ekspertka Fundacji Schumana

Accessibility