Jak sztuczna inteligencja zmieniła tendencje w dezinformacji? Komentarz eksperta Fundacji

Kategorie:

Jak AI zmienia dezinformację? Na przykładzie antyunijnych narracji na Telegramie, ekspert Fundacji Artur Koldomasov opisuje nowe wyzwania, z którymi musimy się zmierzyć walcząc z propagandą i dezinformacją w dobie sztucznej inteligencji.

Dawniej dezinformacja miała ludzką twarz. Dziś fałsz ubrał się w garnitur z zer i jedynek. Sztuczna inteligencja stała się najtańszym pracownikiem na taśmie produkcyjnej społecznego rozkładu prowadzonego przez Rosję. Zmianę odnotowaliśmy w maju – od tego czasu większość wpisów na tych kanałach jest stworzona przy pomocy AI i na to wskazują bardzo jawne odznaczenia. 

Dlaczego to właśnie Telegram stał się głównym poligonem dla tych eksperymentów i dlaczego musimy o tym mówić głośniej? Odpowiedź jest prosta – to cyfrowy Dziki Zachód. W ekosystemie, gdzie moderacja jest często jedynie mglistym mitem, a architektura platformy wręcz zachęca do anonimowości i tworzenia hermetycznych baniek, inżynierowie chaosu znaleźli swój idealny inkubator. Telegram pełni rolę mrocznej piwnicy, w której te wygenerowane przez algorytmy semantyczne „potworki” stawiają swoje pierwsze, niezdarne kroki. To tam testuje się, które zbitki słów i które emocjonalne triggery najskuteczniej rezonują z radykalizującą się publicznością. Telegram unika wymagań unijnych co do moderacji, obniżając wskaźniki liczb swoich użytkowników z krajów UE. 

Przeglądając te narracje, trudno nie zauważyć, że autorzy postawili na ilość, całkowicie abdykując z jakości. Na przykład, serwują nam językowego Frankensteina – konstrukcje tak absurdalne, że zawstydziłyby samego Salvadora Dalí. Czytamy więc takie kalki i frazesy o „sprzedawaniu butów dla centaura” czy o jakiejś dramatycznej akcji „w bokserskiej ringowej karetce”. Maszyna, dostawszy polecenie bycia ekspresyjną i błyskotliwą, próbuje lepić sztuczne, wygenerowane idiomy z prawdziwymi polskimi przysłowiami. Wychodzi z tego sytuacja, w której antyunijny czy ksenofobiczny jad miesza się z semantyczną halucynacją.

Narzędzia AI także brutalnie wycinają fragmenty rzetelnych artykułów z szanowanych portali, nie dbając o żadną autoryzację, a następnie „obwijają” je w radykalny, hejterski komentarz. Zdarza się, że zautomatyzowany skrypt zapomni posprzątać po swoim złodziejstwie, zostawiając w tekście widoczne urwane zdania i techniczne ślady kopiowania. Rozpoznasz te byty dość łatwo – np. przez tytuły ujęte z obu stron w niewinne gwiazdki (*). Żadne znane narzędzie AI nie ma wbudowanej na stałe reguły dopisywania gwiazdek. Jednak pojawiają się one tylko wtedy, gdy szablon (prompt) podany modelowi nakazuje mu użycie formatowania tekstu, a bot publikujący treść zapomni oczyścić tekst z symboli formatujących.

Na końcu prawie każdego takiego wpisu czeka na nas call-to-action, zachęcający do interakcji: „Podzielcie się swoją opinią w komentarzach!”. To nie jest krzyk oburzonego Polaka, którego rzekomo niszczy europejska biurokracja. To klasyczny, zdemaskowany patologiczny prompt, wgrany do wielkiego modelu językowego w jednym celu: by masowo i bezmyślnie fabrykować sztuczny społeczny rozłam. Dezinformacja w dobie AI nie jest już wyrafinowana – jest taśmowa i absurdalna. I może właśnie w tej jej sztuczności i błędach tkwi nasza największa szansa, by przestać dawać się jej manipulować. Problem jednak jest w skali.

Sztuczna inteligencja była początkowo masowo wykorzystywana do tworzenia realistycznych filmików oraz syntetycznych wizualizacji uatrakcyjniających wpisy w mediach społecznościowych, jednak obecnie widzimy tego mniej. Choć narzędzia graficzne stały się bardziej zaawansowane, twórcy dezinformacji częściej stawiają dziś na tańsze, szybsze i trudniejsze do automatycznego zablokowania formy manipulacji, uznając pełne wideo za zbyt ryzykowne i podatne na natychmiastową weryfikację. 

Jednak ta cyfrowa piwnica to dopiero początek taśmy produkcyjnej. Aby algorytmiczny jad mógł opuścić margines i skutecznie zatruć główny nurt debaty publicznej, potrzebuje sprawnego mechanizmu dystrybucji. I tu na scenę wkracza sieć PRAVDA – rozbudowany, zautomatyzowany rurociąg dezinformacyjny, który działa jak globalna pralnia brudnych informacji. To jest sieć zanonimizowana i związana z Kremlem. 

Mechanizm korzystania z tej sieci jest przerażająco cyniczny w swojej prostocie. Wygenerowane na Telegramie antyunijne i ksenofobiczne narracje, nierzadko pełne wspomnianych wcześniej błędów i maszynowych halucynacji, są masowo rozpowszechniane przez klonowane portale i kanały wchodzące w skład sieci PRAVDA. Strony te, skrojone pod konkretne rynki narodowe, maskują się jako lokalne, rzetelne serwisy informacyjne. Ekstremistyczny bełkot wyciągnięty z anonimowego kanału na Telegramie zostaje tam błyskawicznie przetłumaczony (często znów z użyciem AI) i opakowany w profesjonalnie wyglądający szablon redakcyjny.

Gdy taki „news” trafia ostatecznie na otwarte wody Facebooka czy platformy X, przeciętny użytkownik nie widzi już absurdalnego wpisu od bota ze wschodniej farmy trolli. Widzi nagłówek z portalu, który udaje autentyczne medium. W ten sposób zamyka się obieg tej cyfrowej trucizny: maszyna fabrykuje kłamstwo, Telegram zapewnia mu bezpieczny rozrost w cieniu, a sieć PRAVDA nadaje mu fałszywy stempel dziennikarskiej wiarygodności, przygotowując grunt pod realne, społeczne pęknięcia.

Zaobserwowaliśmy to wszystko podczas pracy nad projektem “Obserwatorium Nienawiści – Widzimy. Monitorujemy. Reagujemy”, finansowanym przez Fundację Batorego. Chociaż jako zespół Fundacji Alians 24/08, naszym celem było badanie mowy nienawiści wobec Ukraińców na czterech kanałach polskojęzycznych, zobaczyliśmy sporo wpisów szerzących błędne informacje o tym, jak działa UE. To jest tylko kawałek tego, z czym musimy się zmierzyć w ramach walki z dezinformacją. Jeśli coś takiego się dzieje tylko na kilku kanałach, wyobraźcie sobie pełną skalę tego zjawiska. Taka dezinformacja często żeruje na lukach w naszej wiedzy o tym, jak działa Unia, bo chcemy te luki wypełnić. Więcej o tym, jak działa ta dezinformacja i jak (nie)celowo przenika do dyskursu medialnego w Polsce, mówimy w naszym raporcie końcowym

A wnioski naszej pracy próbujemy zastosować w szkoleniach przeciwko dezinformacji w polskich szkołach ponadpodstawowych w ramach współpracy z Fundacją Schumana. Tylko razem możemy spróbować zmniejszyć skuteczność dezinformacji, która chce nas podzielić i skłócić.

Artur Koldomasov

Ekspert Fundacji


Artur Koldomasov jest doktorantem na Uniwersytecie SWPS w zakresie nauk o polityce i administracji, gdzie bada wpływ narracji spiskowych na politykę bezpieczeństwa narodowego. Od 2024 r. koordynuje badania dezinformacji, w tym w ramach projektu “Obserwatorium Nienawiści – Widzimy. Monitorujemy. Reagujemy.”, a także prowadzi szkolenia przeciwko dezinformacji w ramach roli Prezesa Zarządu i Fundatora Fundacji “Alians Młodzieży Ukraińskiej “24 sierpnia””. Posiada dwa tytuły magisterskie: z dziennikarstwa i komunikacji społecznej (KUL) oraz z interdyscyplinarnych studiów europejskich (Kolegium Europejskie w Natolinie). Od 2023 r. współpracuje jako analityk z Detector Media, wiodącą ukraińską organizacją zajmującej się badaniem dezinformacji. Prowadzący szkoleń na temat dezinformacji dot. UE w ramach współpracy z Polską Fundacją im. Roberta Schumana dla młodzieży szkolnej w mniejszych miejscowościach Polski. Jest autorem licznych analiz, artykułów, komentarzy medialnych i (naukowych) publikacji dotyczących rosyjskiej dezinformacji w Europie i Ameryce Północnej, a także polityki USA i tożsamości queer uchodźców w Polsce. W 2023 r. współtworzył wniosek parlamentarny M-102 „Countering disinformation in Canada and around the world” podczas stażu w Parlamencie Kanady. Laureat nagrody Young Diplomat Award 2023 i wyróżnienia podczas Young Experts Day 2025 za badania dezinformacji rosyjskiej. Członek Amerykańskiej Asocjacji Nauk Politycznych (APSA) i sieci młodzieżowej WestBalkanNet.  

Accessibility