Polska i Ukraina – do tanga trzeba dwojga. Opinia eksperta Fundacji Schumana

Kategorie:

Zwycięstwo Ukrainy w wojnie z Rosją oraz utrzymanie niezależnej, wolnej i demokratycznej Ukrainy leżą w strategicznym interesie Polski, a także całej Unii Europejskiej. Dobre relacje z Polską, przychylność polskich władz do realizacji ukraińskich celów zbliżenia z Europą Zachodnią oraz dobre stosunki między narodami polskim i ukraińskim są natomiast niezbędne, aby Ukraina mogła realizować swoje długofalowe, polityczne cele. Obydwie strony zdają się tych zależności czasami nie dostrzegać.  

Głównym zagrożeniem zewnętrznym dla Polski i Unii jest obecnie imperialna, niezgodna ze wszelkimi zasadami stosunków międzynarodowych, agresywna i brutalna polityka Rosji, a nie ukraińskie tendencje nacjonalistyczne (co nie znaczy, że tych drugich nie należy w ogóle dostrzegać). To Rosja rozpoczęła ostatnią wojnę i nie chce uznać Ukrainy, a także wielu innych państw za równorzędne, a niekiedy nawet pełnoprawne byty państwowe, to Rosja stawia absurdalne żądania w negocjacjach, wymusza siłą realizację swoich postulatów – jednocześnie zrzucając od ponad czterech lat bomby na niewinnych ludzi, bezpośrednio powodując miliony ludzkich tragedii.

Nie ma się przy tym co łudzić, że Rosja będzie się ograniczała w swoich imperialnych celach. Rosyjskim przywódcom nie chodzi bowiem o racjonalne interesy, np. gospodarcze, czy też o ułożenie się z innymi w polityce globalnej, ale o zapisanie się w podręcznikach historii i realizację mocarstwowych ambicji. Dlatego Rosja stanowi cywilizacyjne zagrożenie dla Unii Europejskiej, która (a w tym Polska) powinna wspierać Ukrainę. Konieczność samodzielnego stawiania oporu Rosji, bez udziału Ukrainy, byłaby dla Polski oraz reszty Europy zdecydowanie bardziej kosztowna (zarówno finansowo, jak i niefinansowo), niż miliardy pomocy przekazywane Ukrainie. 

Jednocześnie Ukraina od kilku lat deklaruje chęć głębokiej integracji ze strukturami zachodnimi, w tym przede wszystkim z Unią Europejską, a w ramach możliwości także z NATO. Obecne ukraińskie władze zdają się jednak nie dostrzegać, że bez poprawnych relacji z Polską i maksymalizując różne swoje żądania – także wobec pozostałych partnerów – tego celu najprawdopodobniej nigdy nie uda się osiągnąć. Prezydent Zełenski zdaje się wierzyć, że Polskę można zignorować w tym procesie, niejako dogadując się ponad jej głowami z Niemcami, Francją i Wielką Brytanią.

Skupienie uwagi znacznej części świata na sprawach ukraińskich jest oczywiście ważnym atutem i daje możliwości wejścia na ‘światowe salony’, ale Ukraińcy mogą się łatwo przelicytować. I to z kilku powodów jednocześnie: po pierwsze, to zainteresowanie nie będzie trwało wiecznie. Po drugie, czasy kiedy wystarczyło dojść do porozumienia z Niemcami, Francją i ew. Wielką Brytanią, aby miało to przełożenie na całą Europę, już minęły. Te trzy państwa, wraz z Ukrainą, zdają się trwać w iluzji swojej niekwestionowanej potęgi, gdy tymczasem ich wpływ na rzeczywistość nie jest już taki ogromny jak kiedyś. Ponadto, wszyscy aktualni liderzy tych państw cieszą się bardzo niskim zaufaniem społecznym, a za rok-dwa sytuacja polityczna w każdym z nich może być skrajnie odmienna od dzisiejszej. Po trzecie, kontynuacja procesu integracji Ukrainy z UE zależy od zgody polskich władz. A ta będzie zawsze przynajmniej w części wypadkową nastrojów opinii publicznej i relacji polsko-ukraińskich na szczeblu obywatelskim. Po czwarte, na razie to funkcjonowanie Ukrainy jako państwa, a nie Polski, jest w dużej mierze uzależnione od zagranicznego wsparcia. Dlatego na ten moment, w dłuższym horyzoncie czasowym to Polska ma w tym sporze mocniejsze karty, a Ukraińcy wydają się tego nie dostrzegać. 

Na dłuższej kłótni między Polską i Ukrainą stracą obydwie strony, mamy bowiem ważne, wspólne cele, których realizacja przyczyniłaby się do strategicznego polepszenia pozycji naszych krajów. Warto o tym pamiętać, spierając się czasem o historię, skalę pomocy uchodźcom czy wymianę technologii dronowych. Chcemy wierzyć, że w obydwu państwach znajdą się politycy stawiający na pierwszym miejscu przyszłość naszych państw i ich obywateli, a nie ograniczający się do perspektywy najbliższych wyborów po jednej czy drugiej stronie Bugu. 

Rafał Dymek

Ekspert Fundacji Schumana

***

Zdjęcie: Jacek Szydlowski / Forum

Accessibility