Kto po Macronie? Komentarz ekspertki Fundacji

Kategorie:

Proeuropejski prezydent Francji Emmanuel Macron rozpoczyna ostatni rok swojej drugiej (i ostatniej) kadencji. Czy od 2027 prezydentem tego kraju będzie przedstawiciel skrajnej prawicy?

7 maja 2017 roku. Wieczór po II turze wyborów prezydenckich we Francji. Młody, niespełna 40-letni Emmanuel Macron wchodzi na scenę przy dźwiękach „Ody do radości”, hymnu Unii Europejskiej. Za plecami ma kawał francuskiej historii, tej dawnej i tej mniej dawnej – szklaną piramidę i Luwr, jedno z najsłynniejszych muzeów świata. Wielu ludzi we Francji, ale i w Europie odetchnęło z ulgą, że to on, a nie liderka skrajnej prawicy Marine Le Pen została prezydentem. Wtedy jeszcze opowiadała się nawet za wyjściem kraju ze strefy euro.

Dzisiaj Macron jest niezachwianym sojusznikiem Ukrainy i liderem tzw. koalicji chętnych. Francja zgłosiła chęć wysłania sił zbrojnych na Ukrainę w ramach sił stabilizacyjnych po zakończeniu działań wojennych. W wystąpieniach telewizyjnych Macron przestrzega rodaków przed Rosją i zwiększa wydatki na obronność, w tym zwiększa arsenał nuklearny. Ale jego popularność w kraju szoruje pod dnie (według ostatniego sondażu ufa mu 20% Francuzów), a centrowe siły polityczne, które były jego zapleczem, są podzielone i od 2022 roku nie mają większości w Zgromadzeniu Narodowym. Kilka miesięcy temu ukazała się książka o Marconie pod wymownym tytułem „Neron w Pałacu Elizejskim. Jak on wszystko zepsuł” („Néron à l’Elysée”).

To, kto będzie rządził we Francji, powinno być istotne także dla Polaków. Choćby dlatego, że w 2025 roku Francja podpisała z Polską porozumienie, które zawiera klauzulę o wzajemnej obronie podobną do art. 5 NATO. A w marcu 2026 roku Macron ogłosił, że zaprosił m.in. Polskę do udziału w tzw. wysuniętym odstraszaniu nuklearnym. Francja posiada obecnie niemal 300 głowic atomowych, które może transportować łodziami podwodnymi i samolotami Rafale w zasadzie po całym świecie. Współpraca w ramach wysuniętego odstraszania zakłada różne formy kooperacji w tym rozlokowanie broni atomowej w kraju partnerskim (decyzja o wciśnięciu guzika będzie jednak w dalszym ciągu należała do francuskiego prezydenta). Nowy lokator Pałacu Elizejskiego (siedziby francuskiej głowy państwa) może sprawić, że ten nowy etap we francusko-polskich relacjach szybko się zakończy.

Prezydent jest najważniejszym elementem francuskiego systemu politycznego, więc chętnych na to stanowisko nie brakuje. Dodatkowo, jak mówią niektórzy komentatorzy, ponieważ Macron był poniekąd człowiekiem znikąd, a wygrał, teraz każdemu wydaje się, że może zostać prezydentem. Wśród potencjalnych kandydatów mamy choćby byłego prezydenta François Hollande z Partii Socjalistycznej (któremu dana była tylko jedna kadencja w latach 2012-2017), tłumek byłych premierów – Dominique de Villepin, Gabriel Attal, Édouard Philippe – oraz byłych i obecnych ministrów, a także wielu innych.

Na rok przed wyborami jeszcze bardzo wiele może się zdarzyć, a już na pewno nie będzie nudno.

Wiele wskazuje, że w 2027 roku po władzę sięgnie skrajnie prawicowe Zjednoczenie Narodowe (RN). Paradoksalnie prawdopodobnie kandydować nie będzie Marine Le Pen – twórczyni sukcesu tej partii w ostatnich latach, która już trzykrotnie ubiegała się o stanowiska prezydenta (i dwa razy była w II turze). To ona postawiła na tzw. strategię „dediabolizacji” czy inaczej „strategię krawata”, które miały uczynić ugrupowanie akceptowalnym dla zwykłego wyborcy, nie tylko zradykalizowanego. To ona od lat mówi o problemie niskiej siły nabywczej Francuzów, czym zyskuje przychylność grup społecznych, które mają wrażenie, że globalizacja im zaszkodziła, a państwo wystawiło do wiatru. Dzisiaj Le Pen ma zakaz ubiegania się o obieralne stanowiska przez 5 lat w związku ze sprzeniewierzeniem pieniędzy z Parlamentu Europejskiego na cele partyjne. 7 lipca ma zapaść wyrok w apelacji, ale znawcy tematu uważają, że dowody są na tyle obciążające, że uniewinnienie jest praktycznie niemożliwe. Pytanie, jaki będzie wymiar kary. Sąd może skrócić okres utraty biernego prawa wyborczego, ale np. orzec karę więzienia albo dozór policyjny w postaci bransoletki na nodze, co także uniemożliwia prowadzenie kampanii.

Planem B Zjednoczenia Narodowego jest Jordan Bardella, od 2022 formalnie przewodniczący RN. Póki co sondaże pokazują, że sympatykom RN wszystko jedno, które z nich – Le Pen czy Bardella – kandyduje; poparcie jest równie wysokie (a nawet wyższe dla niego). 30-letni Bardella ma ponad 2 mln obserwujących na TikToku, napisał już dwie książki i chodzi z prawdziwą księżniczką (co oficjalnie potwierdził sesją fotograficzną dla gazety „Paris Match”). Ale nigdy nie rządził, ma bardziej prawicowe poglądy niż Le Pen (co może rozczarować socjalny elektorat) i może merytorycznie nie podołać wymagającej kampanii. Bardella jest obecnie eurodeputowanym, szefem frakcji Patrioci dla Europy, w której zasiadają m.in. europosłowie węgierskiego Fideszu i włoskiej Ligi Metteo Salviniego. 7 maja Prokuratura Europejska wszczęła dochodzenie w sprawie możliwego zdefraudowania przez RN pieniędzy Parlamentu Europejskiego na szkolenia z mediów m.in. dla Bardelli (miały miejsce w związku z poprzednią kampanią prezydencką we Francji).

Według sondaży przedstawiciel Zjednoczenia Narodowego wygrywa I turę wyborów prezydenckich. Gdyby wybory odbywały się dziś, w II turze spotkałby się z byłym centrowym premierem Édouardem Philippe’m. Ten ostatni w marcu ponownie został wybrany na mera Hawru i nabrał wiatru w żagle. Od prezydenta Marcrona, któremu zawdzięczał fotel premiera, odciął się już dawno temu, a nawet wezwał, żeby Marcon ustąpił ze stanowiska przed upływem kadencji.

Na rok przed wyborami jeszcze bardzo wiele może się zdarzyć, a już na pewno nie będzie nudno. Kadencja Macrona kończy się 13 maja 2027 o północy.

Joanna Różycka-Thiriet

Ekspertka Fundacji Schumana

***

Zdjęcie: Grandguillot Laurent/Pool/ABACA / Abaca Press / Forum,

29.08.2025, 25. Rada Ministrów Francji i Niemiec – Tulon

Accessibility