Polityczne trzęsienie ziemi we Francji

Kategorie:

Obserwatorzy francuskiego życia politycznego mieli tę datę od dawna zapisaną w kalendarzach. 31 marca paryski sąd ogłosił wyrok w I instancji w tzw. sprawie asystentów parlamentarnych, skazując Marine Le Pen, liderkę skrajnej prawicy, na utratę biernego prawa wyborczego na okres 5 lat. A jeszcze kilka dni temu sondaże dawały Le Pen 37% głosów w pierwszej turze wyborów prezydenckich w 2027 roku.

Proces, który odbył się jesienią zeszłego roku, dotyczył lat 2004-2016. Niebogaty wówczas Front Narodowy (w 2018 roku partia zmieniła nazwę na Zjednoczenie Narodowe – RN) miał stworzyć system wyłudzania pieniędzy z Parlamentu Europejskiego na rzekomych asystentów parlamentarnych. W rzeczywistości osoby te miały pracować we Francji na rzecz swojej partii. W sprawie są mocne dowody – nie tylko zeznania, ale też np. maile. Każdy fikcyjny asystent był przypisany do konkretnego eurodeputowanego, który finansował jego zatrudnienie z pieniędzy Parlamentu Europejskiego. Takim fikcyjnym asystentem był np. ochroniarz Marine Le Pen. Tak ostatnia miała nie tylko o wszystkim wiedzieć, ale także być centralnym elementem systemu. Na ławie oskarżonych zasiadło w sumie ponad 20 osób (oskarżony był także Jean-Marie Le Pen, senior rodu i założyciel FN, zanim zmarł 7 stycznia tego roku). Sąd ocenił szkodę Parlamentu na 4,5 mln euro.

📄 31 marca ogłoszono 152-stronicowy wyrok. Le Pen skazana została na 4 lata więzienia – 2 lata w zawieszeniu, a pozostałe 2 lata najprawdopodobniej z bransoletką elektroniczną na nodze (od kilku tygodni taki dozór stosowany jest w stosunku do byłego prezydenta Nicolasa Sarkozy’ego po wyroku o próbę korupcji). Sąd wymierzył też Le Pen karę 100 000 euro grzywny.

❗️Najbardziej bolesna z politycznego punktu widzenia jest jednak kara dodatkowa – pozbawienie jej możliwości ubiegania się o wybieralne stanowiska przez 5 lat. Ta kara ma zastosowanie od razu, przed rozpatrzeniem apelacji. Francuski parlament uchwalił takie rozwiązanie. Sędziowie umotywowali karę tym, że oskarżeni nie uznali w trakcie procesu swojej winy, a kandydowanie lub wybór Le Pen (szczególnie na prezydenta) stanowiłby „nieodwracalne zakłócenie demokratycznego porządku publicznego”, gdyby w toku dalszej procedury sądowej wyrok się utrzymał.

Marine Len, adwokatka z zawodu, wyszła z sali sądowej w trakcie odczytywania wyroku, kiedy spostrzegła, że sprawy zmierzają w najgorszym dla niej kierunku. Kolejne wybory prezydenckie, w których Le Pen jest dziś faworytką, odbędą się w 2027 roku. Wymierzona kara zdaje się ją eliminować z wyścigu.

Jednak z pozoru nic się nie zmieniło. Marine Le Pen pozostanie deputowaną do końca kadencji, może więc szefować grupie RN w Zgromadzeniu Narodowym. Nie zamierza również rezygnować ze starań o fotel prezydenta. W wywiadzie, którego udzieliła 31 marca wieczorem w telewizji TF1, była w bojowym nastroju. Powiedziała, że nikt się osobiście nie wzbogacił, że to spór administracyjny z Parlamentem o zadania asystentów, który nie powinien trafić do sądu. Zapowiedziała apelację. Powiedziała, że na dziś „jest wyeliminowana”, ale że istnieje wąska ścieżka, z której zamierza skorzystać.

A jednak coś się zmienia. RN pod kierownictwem Marine Le Pen przez lata realizował tzw. strategię krawata – chciał uchodzić za partię głównego nurtu, stonowaną, wiarygodną. Teraz ugrupowanie wraca do swoich antysystemowych korzeni. Le Pen mówi o wyroku, że to „decyzja polityczna”, która ma utrącić jej kandydaturę, że „praworządność została totalnie naruszona”, „we Francji, w kraju prawa człowieka, sędziowie stworzyli praktyki, które uważaliśmy za zarezerwowane dla systemów autorytarnych”, „to dzień tragiczny dla naszej demokracji”. Jordan Bardella, który jest oficjalnie szefem RN, mówi o „tyranii sędziów”. Już w trakcie procesu pojawiały się z prawej strony sceny politycznej argumenty, że wymiar sprawiedliwości nie może odbierać wyborcom możliwości dokonania wyboru. Niektóry komentatorzy zwracają uwagę, że taka narracja to powiew trumpizmu nad Sekwaną. Przypominają, że niegdyś Le Pen opowiadała się, że dożywotnim odbieraniem biernego prawa wyborczego politycznym czarnym owcom.

Wielu komentatorów uważa, że Zjednoczenie Narodowe przyczyniło się na początku grudnia do upadku rządu Michela Barniera, ponieważ Marine Le Pen chciała zaznaczyć swoją obecność na scenie politycznej po tym, jak w listopadzie prokuratura zażądała dla niej surowej kary w omawianym procesie (5 lat więzienia, 5 lat „niewybieralności” i 300 000 euro grzywny). Teraz zastanawiają się, jakie konsekwencje wyrok będzie miał dla premiera François Bayrou. Ten w pierwszej reakcji przyznał, że jest wyrokiem „zaniepokojony”. Dziennikarze przypominają, że sam od roku czeka na apelację w podobnej sprawie (dotyczy kilkuset tysięcy euro, a Bayrou został w I instancji uniewinniony).

Le Pen otrzymała sporo oznak zrozumienia czy wsparcia od polityków z prawej strony sceny politycznej, a także od lidera skrajnej lewicy Jean-Luca Mélenchona (również przeciwnego odbieraniu wyborcom prawa wyboru). Komentarzy zwracają uwagę, że niektórzy ci politycy sami mają coś za uszami albo leją krokodyle łzy, bo jeśli Marine Le Pen nie wystartuje, to na prawicy zrobi się miejsce dla innych kandydatów. Jej nieobecność może spowodować także większą ilość lewicowych kandydatów w wyborach prezydenckich, bo lewica będzie mniej się obawiać wyeliminowania z II tury wyborów.

Z kolei pierwsze wyrazy sympatii z zagranicy nadeszły od Dmitrija Pieskowa, rzecznika Kremla, premiera Węgier Victora Orbana i włoskiego wicepremiera Matteo Salviniego (to „deklaracja wojny ze strony Brukseli”).

Jeśli apelacja nie zostanie przeprowadzona w przyspieszonym trybie, do czego przychyla się także obecny minister sprawiedliwości, to wyrok w II instancji może zapaść zaledwie na kilka miesięcy przed wyborami prezydenckimi. Le Pen zostanie mało czasu na kampanię, a w złym dla niej scenariuszu partia musiałaby szybko szukać zastępstwa. Kogo?

Zawsze można też po raz kolejny zmienić prawo – tym razem łagodząc kary dla polityków, którzy sprzeniewierzają publiczne pieniądze. Pierwszy projekt już zapowiedziano.

Joanna Różycka-Thiriet
Fundacja Schumana
***
Wesprzyj nas – działamy również w Twoim imieniu!
Więcej informacji: https://schuman.pl/wesprzyj-nas/

Przejdź do treści